Według Podlaskie24, przy ul. Słonimskiej 1 w Białymstoku stoi sobie spokojnie nowe cudo techniki: URZĘDOMAT. Tak. Urzędomat. Można go odwiedzić o trzeciej w nocy w Wigilię, jeśli akurat trzeba odebrać zaświadczenie. Bez kolejki, bez okienka, bez „proszę numerek”.
To znaczy, że Białystok osiągnął etap rozwoju cywilizacyjnego, w którym ZARÓWNO mieszkańcy NIE chcą wchodzić do urzędu, JAK I urząd nie chce wpuszczać mieszkańców. Wszyscy zgodzili się, że tak jest najlepiej. Pełna polska harmonia: dwie strony nie znoszą się aż do takiego stopnia, że zatrudniają robota jako pośrednika.
Wyobraź sobie zagraniczne delegacje przyjeżdżające na Podlasie i pytające z zachwytem: „What’s that?” A białostocki urzędnik z dumą: „It’s a urzędomat. So we don’t have to talk to citizens.” A delegat: „But why?” A urzędnik: „Because. Just because, k*rwa.”
Następne w kolejce: urząd skarbowyomat (płaci się i dostaje paragon, że było źle), ZUSomat (wpuszczasz pieniądze, dostajesz pismo że za mało), przychodniaomat (wkładasz głowę, dostajesz „proszę przyjść za 4 miesiące”).