Klasyczna sprawa, do której wracamy regularnie, bo wciąż nie wierzymy, że się zdarzyła naprawdę. John Leonard, amerykański student, zobaczył reklamę Pepsi z systemem punktów. W spocie nastolatek wsiadał do myśliwca Harrier z napisem: „Harrier Fighter — 7,000,000 punktów Pepsi”.
Leonard zauważył ważną rzecz: regulamin promocji pozwalał kupić punkty za 10 centów sztuka. Szybka matematyka: 7 milionów punktów × 10 centów = 700,000 dolarów. Cena Harriera na rynku: ponad 30 milionów dolarów. Życiowa okazja!
Leonard wysłał Pepsi czek na 700 tysięcy dolarów i zażądał myśliwca. Pepsi grzecznie odmówiła. Leonard pozwał ich do sądu. Sprawa trafiła aż do federalnego sądu, który musiał rozważyć poważne pytanie: czy reklama Pepsi była ofertą prawną?
Sąd orzekł, że nie. Reklama była „wyraźnie nie na poważnie” — żaden rozsądny człowiek nie pomyślałby, że firma napojów chłodzących sprzedaje wojskowy myśliwiec za ułamek wartości. „Stosunek prawny nie zostaje zawiązany przez ofertę złożoną w formie żartu” — napisał sędzia w wyroku.
Leonard przegrał. Ale dzięki niemu wszyscy znamy zasadę: nie wszystko, co znajduje się w reklamie, można kupić. Nawet jeśli matematyka się zgadza.
Pepsi po procesie zmieniła reklamę i zwiększyła „cenę” Harriera do 700 milionów punktów. Na wszelki wypadek.