Roy Pearson, sędzia administracyjny w Waszyngtonie, oddał spodnie do pralni chemicznej Custom Cleaners. Pralnia, według Pearsona, zwróciła mu nie te spodnie. Stała się tragedia. Dla pralni i głównie dla Pearsona.
Pearson postanowił dochodzić sprawiedliwości. Pozwał pralnię prowadzoną przez koreańską rodzinę Chung o 67 milionów dolarów odszkodowania. Tak, milionów. Za jedne spodnie.
Skąd ta kwota? Pearson zsumował: kary za niezgodność z reklamowym sloganem „Satysfakcja gwarantowana” (który wisiał w oknie pralni), naruszenia prawa konsumenckiego, koszt taksówek do innej pralni przez resztę życia (sic!), oraz „ból emocjonalny”. Kalkulacja zajmowała 13 stron.
Sąd rozpatrywał sprawę przez 2 lata. Para Chungów, którzy prowadzili pralnię od kilku lat, wydała na obronę około 100 tysięcy dolarów. Kontemplowali zamknięcie biznesu. Otrzymali wsparcie finansowe od ludzi z całego świata.
Wyrok: Pearson przegrał. Sąd nakazał mu pokryć koszty sądowe Chungów. Pearson odwołał się — przegrał ponownie.
Najlepsza część? Komisja, która miała zdecydować o przedłużeniu jego kontraktu jako sędziego administracyjnego, postanowiła go nie przedłużać. Powód: „kwestionowane zachowanie w sprawie Chungów”. Pearson stracił pracę przez własny pozew o spodnie.
Spodnie, swoją drogą, znalazły się w pralni kilka dni po pierwotnej skardze. Były to dokładnie te spodnie, które Pearson oddał. Zdaniem Pearsona — nie były.